Na tym blogu zamierzam również pisać o swoich zainteresowaniach i hobby. Niewątpliwie jednym z moich koników jest lotnictwo i samoloty - zwłaszcza z okresu II wojny światowej. No cóż... my aspergerowcy tak już mamy że mamy niepopularne i wąskie dziedziny zainteresowań. Z tym wpisem zamierzam trochę opowiedzieć jak zainteresowałem się lotnictwem jak i sklejaniem modeli. A z czasem będę prezentował poszczególne moje modele jak i krótką historię danego typu samolotu.
Po raz pierwszy z istnieniem tego hobby zetknąłem się w wieku 4-5 lat. Często widziałem jak mój starszy brat sklejał takie modele. Pamiętam specyficzny zapach kleju polistyrenowego i przez to mój brat sklejał modele... w łazience (sic!) ponieważ zapach tego kleju roznosił się po całym mieszkaniu... Wtedy to były lata 90... więc mój starszy brat różnie kombinował z malowaniem - pamiętam np. jak model bombowca ''Łoś'' pomalował przy użyciu markera permanentnego a także zielonego lakieru do paznokci..
Do wieku około 13-14 lat nie interesowałem się zbytnio tymi modelami. Ale pewien przełom nastąpił w podstawówce i zasiane ziarno zaczęło we mnie kiełkować. Było to gdzieś około roku 2000 w 5 klasie (nie pamiętam dokładnie) gdzie na lekcję techniki mieliśmy przynieść modele do sklejania. W domu powiedziałem mamie że jest mi potrzebny do szkoły na lekcję techniki model do sklejania. Mama kupiła mi w kiosku tekturowy model Spitfire'a. Jednak kiedy przyniosłem do szkoły ten arkusz z częściami to jednak zauważyłem ze wszyscy prócz mnie przynieśli modele z plastiku... I wtedy poczułem się bardzo zainteresowany zarówno plastikowymi jak i tekturowymi modelami. No i od tego czasu to hobby zaczęło u mnie stopniowo kiełkować...
Następny już etap zainteresowania zaczął się w 6 klasie podstawówki. W moim życiu był to bardzo burzliwy i nieciekawy czas a szkołę raczej wspominam nieciekawie. Przyznam się że wtedy sporo narozrabiałem i zawsze miałem na pieńku ze ś.p. już dyrektorem a także wicedyrektorem. Dyrektor szkoły był kimś w rodzaju dobrego gliny a wicedyrektor zaś tym złym gliną który raczej się nie certolił w upominaniu mnie - raz trafiłem do wicedyrektora na ten przysłowiowy dywanik i tak mi dał z liścia i wtedy poczułem jak podłoga zamienia się w bagno i mnie wciąga. Pasję z lotnictwem i samolotami obudził we mnie Pan Dyrektor. Często pod nieobecność któregoś z nauczycieli mieliśmy z nim lekcje. I rozmawiał często o różnych różnistych rzeczach i potrafił często przejść od rozbudowy miejscowej trasy do egipskich piramid. I raz była tak lekcja gdzie zebrał wszystkich chłopaków z klasy i pokazał na kasecie wideo film z pokazami latających modeli i ten film mnie zaintrygował. Potem zaś po tej lekcji i filmie dostaliśmy za zadanie opisać jakiś samolot. I odtąd się to zaczęła się moja pasja związana z lotnictwem i modelami. Przygotowałem wtedy pracę domową o samolocie PZL-104 Wilga.
 |
Jedna z moich pierwszych książek ''wiedzowych'' w temacie.
|
Pracę napisałem po prostu na podstawie notki z Encyklopedii Popularnej PWN którą dostałem na komunię. Nadmieniam że Internet nie był wtedy tak rozpowszechniony jak dziś i był totalną nowinką techniczną i luksusem w domach urzędników i biznesmenów. Potem zacząłem chodzić po lekcjach do miejskiej czytelni i wertować różne różniste książki w temacie lotnictwa. Potem popadłem w coś w rodzaju manii na punkcie kserowania i gromadzenia materiałów na temat lotnictwa i samolotów - ale nie tylko bo również w dziedzinie innych moich zainteresowań tak jak ornitologia czy lokalna historia Pasłęka w postaci zdjęć sprzed II wojny św. i starych map ( ale o tej dziedzinie moich zainteresowań napiszę w innych wpisach) . Po tej niewielkiej dygresji wróćmy do właściwego wątku. Pierwszym modelem jaki zakupiłem był model szybowca SZD-16 Gil w skali 1/72.
 |
To był mój pierwszy model : ale jeszcze nie sklejony samodzielnie , lecz jest to niewątpliwie kamień milowy i pierwsze mojej modelarskiej ewolucji! Nie do pomyślenia dzisiaj jest to że kosztowały te modele od 4 do 6 Złotych !
|
Kosztował on wtedy zaledwie niecałe 5 zł! Ale jeszcze nie był to mój pierwszy sklejony model bo skleił go za mnie mój brat. Pod koniec wakacji skleiłem już samodzielnie dość toporny model polskiego lekkiego bombowca PZL.23 Karaś i można go uznać za pierwszy sklejony w historii model przeze mnie... Potem kupowałem różne inne modele - często z serii ''Polskie Szybowce''. Próbowałem także eksperymentów z modelami tekturowymi - ale to było za mało jak na moją cierpliwość. Nieraz się zdarzało że jak kupiłem model to często do niego dobierał się mój starszy brat i sklejał go za mnie co mnie nieco irytowało. Zdarzało mi się rozmawiać ze znajomymi o tych modelach i usłyszałem legendę o tym że istnieją specjalne farby do modeli ! Było to dla mnie pewnego rodzaju szokiem gdyż wcześnie nie malowałem modeli i kombinowałem z różnymi sposobami malowania plastikowych.
 |
Mój pierwszy model z prawdziwego zdarzenia był sklejony z tego właśnie zestawu. W niewielkim stopniu przypominał oryginalny model ale był prosty w montażu i dobry na początek do nauki. Obrazek ''kradziony'' z portalu scalemates.com - nie miałem innego źródła..
|
|
modeli : próbowałem plakatówek, akwareli, raz wpadłem na pomysł z najzwyklejszą emalią olejną do malowania płotów , drzwi , ławek itp... Zasadniczą wadą był długi czas schnięcia i wymagały ostrożności by się nie ubrudzić a na końcu musiałem umyć ręce rozpuszczalnikiem. Próbowałem też eksperymentów z korektorem biurowym i markerami permanentnymi. I znowu przypominam że internet nie był wtedy oczywistością. Nie było tak że mogłeś coś wygooglować i kilkoma kliknięciami coś sprawdzić. Farby do modeli można było sobie sprawić jeśli tylko mieszkało się w Warszawie , Łodzi , Krakowie czy innym Poznaniu :P Dla mnie jak już wspomniałem istnienie czegoś takiego pozostawało legendą a w tych czasach kiedy kuzyn wujka kolegi z klasy coś takiego mówił to musiała być prawda! Dodatkowo pożyczając od kolego z klasy na dość długi czas wydaną za PRL-u przez wydawnictwo MON Encyklopedię Techniki Wojskowej dodatkowo zainteresowałem się też militariami szukając głównie informacji o samolotach. ( Książkom z których na początku czerpałem wiedzę w temacie poświęcę osobny artykuł)
 |
Tego MiG-a 15 pamiętam bardzo dobrze - tak jak i wyżej wymieniony ''Karaś'' mało co przypominał oryginał. Dzięki dobrodziejstwom internetu mogę odnaleźć informacje o tych konkretnych modelach i te obrazki z pudełek...
|
Potem z przerwami wracałem do lotnictwa i sklejania modeli... Jednak niewielka wiedza i mały wybór modeli w miejscowym sklepie z zabawkami bądź w księgarni , niewiedza związana z erą przedgooglową, kiepska jakość modeli - gdyż niemal wszystkie były wałkowanymi przepakami z czasów PRL-u a do kiepskiej jakości przyczyniało się wymęczenie starych odlewów z ZTS Plastyk...
Na ogół były tylko dostępne ''modele'' takich producentów jak ZTS Plastyk , czy MasterCraft. Z tymi koszmarkami zaczynałem przygodę. Ale zwątpiłem w sens tego hobby i nawet uznałem że to dziadostwo babrać się w takich okropnych kawałkach plastiku i nawet nabrałem przekonania że to hobby dla masochistów i hardkorów. Ale wtedy nie miałem dostępu do czegoś innego i lepszego. Do tego jeszcze ten klej co kleił ręce zamiast części. W sumie to tak samo jak zniechęcić się do piłki nożnej kiedy oglądasz Ekstraklasę - oczywiście nie jest moją intencją obrażanie kibiców polskich klubów tym porównaniem. Pewnego dnia trafił w moje ręce model niemieckiego myśliwca Focke Wulf Fw-190A w skali 1/72 z osławionego już MasterSzajsa. I zauważyłem wtedy że nie było w środku kleju... I nie wiedziałem jak sobie z tym poradzić... Starszy brat podsunął mi pomysł z klejem Kropelka i wtedy zaczął się przełom tak jak wynalezienie druku w dziedzinie publikacji książek! Klej trzymał solidnie i nie wydawał intensywnych zapachów w takim stopniu jak te polistyrenowe! I ten Focke-Wulf po starannym pomalowaniu przeze mnie w końcu zaczął przypominać oryginalny obiekt!
I potem do około roku 2008 nastąpiła przerwa. Od października 2007r. miałem już w domu dostęp do internetu i miałem wrażenie że w moim pokoju zagościła kosmiczna technologia! Wcześniej szukałem także materiałów o samolotach w internecie ale robiłem to w miejskiej czytelni płacąc 2 zł za godzinę i rezerwując kolejkę korzystania a dane zapisywałem na dyskietce. Dzisiaj to budzi niezły śmiech bo ledwie na takiej dyskietce mieścił się plik tekstowy Worda a co dopiero kilka obrazków! Jak to do dzisiaj wszystko poszło naprzód lecz młodsze pokolenia urodzone już po roku 2000 nie do końca zdają sobie sprawę że takie wtedy były prawidła.
Wtedy natrafiłem na sklepy modelarskie online! Było tam wszystko co dusza zapragnie ale wtedy miałem malutki budżet na zakupy z dosyć śmiesznej renty socjalnej z tytułu niepełnosprawności. Wtedy w sklepie mojehobby.pl zakupiłem dość tanio model PZL P.11c z MasterCrafta a tak naprawdę przepak w tym opakowaniu i moją pierwszą farbę do modeli. Jednak jak już przesyłkę opłaciłem i dotarła i model złożyłem i pomalowałem zniechęciłem się do farb modelarskich (była to farba olejna firmy Revell) - były straszne smugi oraz farba się łuszczyła. Wtedy już miałem dostęp do internetu i sprawdziłem co jest nie tak. Dowiedziałem się o istnieniu farb akrylowych do modeli - i takowych używam do teraz. Rozcieńczanie z wodą i łatwość użycia a także to ze prawie nie zostawiają smug uznałem za ogromną zaletę gdyż te olejne wymagają użycia dedykowanego rozcieńczalnika i wydzielają intensywny zapach co dla domowników było nie do zniesienia. I wtedy zaczyna się już właściwa historia mojego hobby. W tym czasie zajęło jeszcze mi sporo czasu by dojść do wprawy i dokładności i odkrywanie poszczególnych technik i metod które mi odpowiadają. Szersza jeszcze droga otworzyła się przede mną kiedy miałem swoją pierwszą pracę (tą samą mam do dzisiaj) i wypłatę! Było to już około 2013r.
Jakże wtedy nie szanowałem tych pieniędzy wydając na durnoty! Całą wypłatę miałem dla siebie gdyż moja babcia jeszcze wtedy żyła i nie musiałem się dokładać do utrzymania domu. Ileż to zestawów zmarnowałem i wyrzuciłem bo eksperymentowałem z różnymi metodami. Niektórych z nich już dzisiaj nie kupię :( Cena nauki była okupiona wysoką ceną. Obecnie zakupione modele jak i pieniądze szanuję mając za sobą te doświadczenia...
 |
Część mojej kolekcji...
|
Ale pamiętajmy że do pewnych rzeczy dochodzi się latami w myśl powiedzenia : Nie od razu Kraków zbudowano. Mam teraz świadomość że o takich zestawach , materiałach , narzędziach , fabrach itp. mogłem jedynie pomarzyć i nie sądziłem że kiedyś będę z takowych korzystał. Na podsumowanie dodam że to jak się we mnie pewne pasje rodziły będzie jeszcze wymagało uzupełnień i też nie sposób opisać tych wszystkich szczegółów...
 |
I też inna część...
|