środa, 23 czerwca 2021

Eskadra 1/72 odc.3 RWD-14 Czapla


RWD-14 Czapla to polski samolot łącznikowy zwany także w terminologii lotnictwa wojskowego II RP także ''samolotem towarzyszącym'' czyli samolotem współpracy z armią lądową.  RWD-14 był produkowany przez zakłady LWS - Lubelskie Wytwórnie Samolotów. Pierwszy lot prototypu odbył się w 1936 r. a produkcja seryjna trwała do 1939r. Projekt tej maszyny powstał w ramach zapotrzebowania na nowszy typ tego rodzaju maszyny który miałby zastąpić starzejące się samoloty Lublin R-XIII. Czapla miała być w zamyśle przejściowym typem w czasie gdy już pomyślano o nowoczesnej konstrukcji typu LWS-3 Mewa. Ze względu na to ze miał to być typ przejściowy wyprodukowano 65 szt. a w związku z planowanym wprowadzeniem następcy w postaci właśnie ''Mewy'' lotnictwo wojskowe już więcej zamówień nie składało. Samolot RWD-14 Czapla miał osiągi znacznie lepsze od Lublina R-XIII ale również Czapla zaczeła się starzeć i miała już za słabe osiągi w chwili wybuchu wojny. Istotnym faktem jest to że ta konstrukcja została pomyślana jak samolot krótkiego startu i lądowania. Ta maszyna posiadała również składane skrzydła co było praktyczne przy hangarowaniu. Planowany następca LWS-3 Mewa zdążył wejść do służby jedynie w kilku egzemplarzach kiedy nastał wybuch wojny. Bojowo użyto około 49-51 ''Czapli'' zaś 35 stracono w walce ; 11-14 egzemplarzy zostało ewakuowanych na tereny Rumunii a następnie przejęte przez siły rumuńskie. Pojedyncze sztuki wpadły w ręce Niemców i Sowietów. 

  •  Dane Techniczne RWD-14B
  • Napęd: silink gwiazdowy PZL G-1620B Mors o mocy 470 KM
  • Prędkość Maks. : 247 km/h
  • Rozpiętość skrzydeł : 11,9 m
  • Długość : 9m
  • Wysokość:  3m
  • Pułap :5100 m
  • Rozbieg: 140 m
  • Prędkość wznoszenia 6m/s 
  • Uzbrojenie : 1 karabin maszynowy obserwatora wz.33 kal. 7,92 mm lub karabin maszynowy Vickers F kal. 7,7 mm

 

Na razie tyle jeśli chodzi o opis samolotu jaki mój model przedstawia. Swój model ''Czapli'' złożyłem z zestawy Mirage Hobby i jest to przepakowany model z ZTS Plastyk. Różne różniste modele ZTS Plastyk i ich przepaki mają to do siebie że odlewy w ramkach są zużyte do granic możliwości po ponad już 30 latach produkcji i nie są już tak dobre jak te pierwsze serie. Modele z ZTS są po prostu jak wino - im starsze tym lepsze a oryginalne formy z PRL-u z tzw. pierwszego tłoczenia osiągają niemałe sumy na wiadomym portalu aukcyjno-zakupowym. W moim modelu formy były bardzo ale to bardzo zajechane i ze sporą ilością nadlewek. Niektóre części skrupulatnie wyszpachlowałem i  potraktowałem papierem ściernym. Niektóre drobne części nie nadawały się już do montażu więc część z nich wykonałem samodzielnie. Od siebie dodałem również figurki pilotów + tylny karabin maszynowy z modelarskiego złomu( pochodzi od starego Łosia - również z ZTS). Tego zestawu w postaci różnych róznistych przepakach nie polecam absolutnie początkującym(!) Jeśli masz za sobą pewne doświadczenie to na pewno coś uda Ci się z tego sklecić. Swoją drogą to trochę za wysokie podwodzie mi wyszło...

 




 



sobota, 19 czerwca 2021

Jakiś tam wpis...

 No cóż. Naszła mnie ochota na wpis bardziej na luzie choć trochę wpisów z kategorii '' O wszystkim i o niczym'' jeszcze nie wykluczam. Tak więc uważam wszem i wobec że liczba wszelakich filmików , wpisów , memów itp. itd. na temat występu kadry narodowej na EURO 2020 ( które tak naprawdę odbywa się z wiadomych względów w 2021r.) został całkowicie wyczerpany i nie zamierzam dokładać to tego wszystkiego swoich trzech groszy. A ja dzisiaj zamierzam się dobrze bawić dłubiąc przy leciwym już modelu maszyny RWD-14 Czapla i prawie że już powoli zbliżam się do końca i być może wkrótce zaprezentuję ukończony model. Prawdę mówiąc lubię obejrzeć sport od czasu do czasu i troszkę pogadać ale co za dużo to niezdrowo :P Albo może będzie to zalążek nowej serii na blogu pt. O Wszystkim i o niczym? Dlaczego by nie?




poniedziałek, 14 czerwca 2021

Eskadra 1/72 cz.2 PZL.37 Łoś

 Niewątpliwie jednym z najbardziej charakterystycznych i znanych samolotów w historii polskich skrzydeł jest bombowiec PZL.37 Łoś. Jeśli znasz ogólną historię tego samolotu możesz śmiało pominąć tę część. Dla tych co zaczynają się interesować modelarstwem i lotnictwem i innych zainteresowanych postaram się przedstawić krótki rys historyczny tego samolotu.

W drugiej połowie lat 30-tych w związku z modernizacją polskiego wojska w tym i lotnictwa zaszłą potrzeba posiadania nowego typu bombowca który by zastąpił dotychczas używane Fokker F.VII/3m holenderskiej produkcji. Tym razem postawiono na krajową konstrukcję. W konkursie na nową maszynę bombową zostały uwzględnione dwa projekty : LWS-6 Żubr i PZL.37 Łoś. Żubr okazał się zbyt ociężałą i wciąż przestarzałą konstrukcją mieszaną z drewna i metalu zaś Łoś był już całkowicie z metalu , miał lepsze osiągu udźwig bomb, uzbrojenie i zgrabną sylwetkę. Żubrów wyprodukowano niewielką serię i przesunięto do zadań szkoleniowych. Pierwszy prototyp ''Łosia'' wzbił się w powietrze w grudniu 1936 r. a seryjna produkcja rozpoczęła się już w 1937 r. i trwała  już do września 1939r. Niektóre publikacje twierdzą że był to pierwszy na świecie samolot z laminarnym rozwiązaniem płata ale to jest półprawda gdyż częściowo zastosowano to rozwiązanie a w pełni skrzydło tego rodzaju zastosowano w legendarnym już amerykańskim myśliwcu P-51 Mustang. PZL.37 był najnowocześniejszym samolotem wojskowych skonstruowanym i wyprodukowanym w II RP. Był wtedy jednym z najlepszych samolotów w swojej klasie i prezentował światowy poziom i nie ustępował podobnym konstrukcjom  niemieckim , brytyjskim , amerykańskim , sowieckim i innym. Do wybuchu II wojny światowej było gotowych 96 sztuk.Bojowo użyto 40 sztuk w Brygadzie Bombowej , 37 sztuk zaś służyło do szkolenia, przed działaniami wojennymi wypadkom uległo 9 maszyn a tuż przed wybuchem wojny 5 znajdowało się w oblocie , inne 5 sztuk w remoncie. Brygada Bombowa mająca na wyposażeniu bombowce PZL.37 Łoś wykonywała loty bojowe bombardując niemieckie oddziały pancerne w okolicach Radomska , Różana i Pułtuska zadając niemieckiej dywizji SS Germania poważne straty i powstrzymując ich natarcie na dłużej. 60 sztuk uległo zniszczeniu w czasie działań wojennych a resztę ocalałych maszyn - około 23 ewakuowano na teren Rumunii. Dwa egzemplarze zdobyte zostały przez Niemców , jeden otrzymał niemieckie oznakowania i jeden z nich testowano w ośrodku doświadczalnym Luftwaffe w Rechlinie. Ten zdobyczny egzemplarz zaprezentowano w Wiedniu na propagandowej wystawie Zwycięstwo Na Wschodzie. Potem został rozbity w czasie testów... Resztę ocalałych już wcześniej ewakuowanych samolotów przejęły władze rumuńskie i weszły one na wyposażenie ich lotnictwa. Oprócz oznakowań przynależności narodowej otrzymały one numery taktyczne od 201 do 220. Tym samym bojowe użycie ''Łosi'' nie zakończyło się wraz z kampanią wrześniową. Kiedy Rumunia dołączyła do Osi zostały one użyte w pierwszej fazie operacji Barbarossa do nalotów na Odessę. Z czasem ze względu na zużycie i straty zostały przesunięte do zadań szkoleniowych ale w związku z późniejszym brakiem uzupełnień zostały ponownie bojowo użyte. W 1944r. ostatnie egzemplarze zostały zniszczone przez węgierskich partyzantów w czasie ataku na lotnisko. Do dzisiaj nie zachował się żaden kompletny egzemplarz...

 


 

Dane techniczne - wersja PZL.37B:

Napęd : 2x silnik gwiazdowy  PZL Pegasus XX A lub PZL Pegasus XX B o mocy 900-940 KM

Długość : 12,92 m

Rozpiętość skrzydeł : 17,93 m

Wysokość : 4,25 m

Prędokość maks. : 412 km/h

Pułap praktyczny : 9250 m

Maksymalny zasięg : 1500 km 

Uzbrojenie : 3 karabiny maszynowe wz.37 kal. 7,92 mm i bomby o masie do 2580 kg.

Łosie z racji ogromnej przewagi Luftwaffe w powietrzu poniosły duże straty a i były używane do bombardowania wojsk pancernych co jest raczej zadaniem dla bombowców nurkujących a jego konstrukcja była projektowana raczej do bombardowania stałych obiektów wroga takich jak np. zakłady przemysłowe. PZL.37 mimo iż stał się legendarną konstrukcją był zupełnie nieprzydatny w warunkach wojny obronnej i spowodowało to opóźnienie rozwoju nowszych myśliwców które by zastąpiły PZL P.11c. Ale łatwo jest też oceniać historię z obecnej perspektywy...

Ale tyle jeśli chodzi o historię tej maszyny. Czas na opis mojego modelu. Niegdyś skleiłem ze trzy ''Łosie'' z wysłużonego już zestawu ZTS Plastyk , pakowanego również w pudełkach Mistercrafta i innych. Myślę że nie ma w Polsce modelarza starszego lub młodszego który by się nie zetknął z tym modelem. Formy ZTS były bardzo ale to bardzo zużyte. Na szczęście za opracowanie nowego zestawu spełniającego współczesne standardy i jakość wzieła się firma IBG Models. Po latach czekania w końcu jest do dyspozycji zupełnie nowy ''Łoś'' w skali 1/72! Model z tego zestawu sklejało mi się z ogromną przyjemnością a detale są kapitalne. Ubytki do zapełnienia modelarską szpachlą były naprawdę niewielkie ale szpachlowanie (nawet niewielkie) odbywa się w 95 % modeli :) 

 



 




 

niedziela, 13 czerwca 2021

Coś dziwnego...

 Ten wpis będzie krótki. Nie mogłem się powstrzymać i chciałbym się tym podzielić. Na ostatnio kupionym modelu a dokładnie na obrazku na pudełku zauważyłem coś dziwnego i śmiesznego jednocześnie. Wyraźnie widać że ten pilot nie czuje się zbyt dobrze i zapewne musi być świeżo upieczonym lotnikiem i będzie to chyba jego pierwszy lot. Ale nie śmiejmy się przesadnie bo może to być potencjalny polski as który w przyszłości będzie bronił Wielkiej Brtyanii hehe (polscy lotnicy często przed II wojną światową szkolili się właśnie na maszynach typu RWD-8 jak ktoś nie wie). Ot tak postanowiłem się podzielić tym drobiazgiem, dzisiaj taki wpis na nieco na luzie. Na szczęście zawartość pudełka jest już o wiele lepsza i sam model buduje się przyjemnie jako wyjątek od reguły wśród siermiężnych zużytych na Amen odlewów z ZTS Plastyk...




I to nie jest jedyna wpadka ZTS Plastyk na tym pudełku. Spójrz tylko poniżej:

Patrząc na schemat malowania : Czyżby Wielka Lechia miała samoloty zanim to było modne? Hmm?



czwartek, 10 czerwca 2021

Żbikowata Biblioteka cz.1 : Marcin Ciszewski ''www.1939.com.pl''


Najwyższa pora na pierwszy odcinek serii Żbikowata Biblioteka. Kiedyś w szkole nie bardzo przepadałem za czytaniem książek a zwłaszcza lektur szkolnych. Kiedy byłem młodszy byłem dosyć oporny na czytanie. Jedynymi lekturami które przeczytałem w szkole to była Zemsta Aleksandra Fredry a także Krzyżacy Henryka Sienkiewicza i tę powieść przeczytałem w rekordowo szybkim czasie jak na dość pokaźny tom. Później mało co czytałem jeśli chodzi o powieści. Jako że interesowałem się sporo historią - zwłaszcza II wojny światowej czytałem różne ''wiedzowe'' książki. Książki wiedzowe czytałem również w temacie lotnictwa - szczególnie poświęcone historii polskich skrzydeł. Ale zainteresowanie II wojną światową , oglądanie znanych filmów traktujących o takowej starszych jak i nowszych zaowocowało tym , ze zainteresowałem się książką wymienioną już wcześniej w tytule. 




Było to gdzieś latem 2008r. i czytałem różne strony tyczące się moich zainteresowań i wtedy natknąłem się na tę książkę. Kiedy przeczytałem opis uznałem że fabuła zapowiada się intrygująco i chciałem już aby jak najszybciej w swoich rękach i wziąć się za czytanie. I zrobiłem to natychmiast po wycieczce do pobliskiego Elbląga do Empiku.  Od tej książki zaczęło się moje zainteresowanie książkami jako takimi i od tamtej pory zabrałem się za czytanie z odnowionym zapałem.

Fabuła wygląda następująco: Jest rok 2007. Nowoczesna jednostka z kompanią czołgów PT-91 Twardy, Kluczem śmigłowców Mi-24 , oddziałem GROM-u i , transporterami opancerzonymi KTO Rosomak i innym sprzętem  ma zostać wysłana do Afganistanu. Jest to 1 Samodzielny Batalion Rozpoznawczy. Sprzęt został zupełnie unowocześniony do standardów NATO. Tym batalionem dowodzi ppłk. Jerzy Grobicki który rozważał zakończenie służby w wojsku i przejście do cywila. W czasie ćwiczeń na poligonie dołącza do nich oddział amerykańskich Marines z tajemniczym urządzeniem zamontwanym na potężnej ciężarówce. Pobocznym wątkiem godnym uwagi jest fakt że amerykańskim oddziałem dowodzi dawna miłość ppłk. Jerzego Grobickiego - kpt. Nancy Sanchez... 

W czasie ćwiczeń nadchodzi burza i urządzenie zwane MDS -( Mobile Defence System) zostaje uruchomione do testu i dzieje się coś zupełnie niespodziewanego. Oddział nie może się z nikim skontaktować a także GPS przestaje działać i nie ma w polu widzenia żadnego satelity. Potem na niebie ktoś dostrzega jakiś dymiący samolot ... z czasów II wojny światowej i zostają z miejsca zaatakowani przez oddział ... Wehrmachtu! Potem kiedy różne dziwne okoliczności składają się w logiczną całość okazuje się że ... przenieśli się w czasie i jest ranek 1 września 1939r. ! 

Po dłuższej dyskusji i braku możliwości drogi powrotnej ppłk. Jerzy Grobicki ma zamiar dołączyć do walk wykorzystując przewagę współczesnego uzbrojenia ale ma także przy tym świadomość że jest to ingerencja w historię i nie jest w stanie do końca przewidzieć skutków swoich działań. Tak więc rozpoczyna się intrygująca gra wojenna.

Książka jest porządną dawką science fiction i historii alternatywnej jednocześnie. Sposób przeniesienia się oddziału Wojska Polskiego w czasie bardzo przypomina mi ten z japońskiego filmu ( z podobnym motywem) Misja 1549 z roku 2005 (który jest remakiem filmu z lat 80). Sam autor przyznał że inspiracją do napisania tej książki był film amerykańskiej produkcji z 1980 Końcowe Odliczanie (Final Countdown).

Autorowi przełożenie tej koncepcji na polskie realia wyszło wyśmienicie. Powieść z czasem się rozkręca i sporo się dzieje a z czasem mamy dość zaskakujące wyjaśnienie co było prawdziwą przyczyną podróży w czasie plus jeszcze coś w rodzaju wątku kryminalnego. Po przeczytaniu całej powieści mamy pewien niedosyt i nie bardzo wiemy co z tego wszystkiego wynikło. Często jest tak że pomysł jako taki jest całkiem niezły ale wykonanie wygląda często dosyć topornie. Tutaj autor porządnie wziął się za pracę domową i książka jest napisana w przystępny sposób i nie sposób oderwać się od opisów scen walk które pobudzają wyobraźnię. Nieco miejsca też zajmują opisy uzbrojenia lecz są one napisane w przystępny sposób nawet dla kogoś kto nie interesuje się wojskowością i militariami

Kiedy po raz pierwszy sięgnąłem po tę książkę nie mogłem się oderwać i przeczytałem ją jednym tchem w ciągu jednego wakacyjnego dnia!

Śmiało mogę książkę polecić entuzjastom historii, militariów , ale także dla tych którzy lubią też dawkę sensacji. Mimo iż zakończenie daje pewien niedosyt są jeszcze równie udane kontynuacje takie jak www.1944.waw.pl , www.ru2012.pl , do tego spin-offy skupiające się na losach drugoplanowych bohaterów, takie jak Major , Kapitan Jamróz. A to wszystko wydane przez wydawnictwo Warbook które posiada w swojej ofercie sporo solidnego military fiction. O innych pozycjach tego wydawnictwa być może napiszę w następnych wydaniach ''Żbikowatej Biblioteki''.



poniedziałek, 7 czerwca 2021

Eskadra 1/72 cz.1 - Ogólnie o moim sklejaniu modeli.


 Na tym blogu zamierzam również pisać o swoich zainteresowaniach i hobby. Niewątpliwie jednym z moich koników jest lotnictwo i samoloty - zwłaszcza z okresu II wojny światowej. No cóż... my aspergerowcy tak już mamy że mamy niepopularne i wąskie dziedziny zainteresowań. Z tym wpisem zamierzam trochę opowiedzieć jak zainteresowałem się lotnictwem jak i sklejaniem modeli. A z czasem będę prezentował poszczególne moje modele jak i krótką historię danego typu samolotu. 

Po raz pierwszy z istnieniem tego hobby zetknąłem się w wieku 4-5 lat. Często widziałem jak mój starszy brat sklejał takie modele. Pamiętam specyficzny zapach kleju polistyrenowego i przez to mój brat sklejał modele... w łazience (sic!) ponieważ zapach tego kleju roznosił się po całym mieszkaniu... Wtedy to były lata 90... więc mój starszy brat różnie kombinował z malowaniem - pamiętam np. jak model bombowca ''Łoś'' pomalował przy użyciu markera permanentnego a także zielonego lakieru do paznokci.. 

Do wieku około 13-14 lat nie interesowałem się zbytnio tymi modelami. Ale pewien przełom nastąpił w podstawówce i zasiane ziarno zaczęło we mnie kiełkować. Było to gdzieś około roku 2000 w 5 klasie (nie pamiętam dokładnie) gdzie na lekcję techniki mieliśmy przynieść modele do sklejania. W domu powiedziałem mamie że jest mi potrzebny do szkoły na lekcję techniki model do sklejania. Mama kupiła mi w kiosku tekturowy model Spitfire'a. Jednak kiedy przyniosłem do szkoły ten arkusz z częściami to jednak zauważyłem ze wszyscy prócz mnie przynieśli modele z plastiku... I wtedy poczułem się bardzo zainteresowany zarówno plastikowymi jak i tekturowymi modelami. No i od tego czasu to hobby zaczęło u mnie stopniowo kiełkować...

Następny już etap zainteresowania zaczął się w 6 klasie podstawówki. W moim życiu był to bardzo burzliwy i nieciekawy czas a szkołę raczej wspominam nieciekawie. Przyznam się że wtedy sporo narozrabiałem i zawsze miałem na pieńku ze ś.p. już dyrektorem a także wicedyrektorem. Dyrektor szkoły był kimś w rodzaju dobrego gliny a wicedyrektor zaś tym złym gliną który raczej się nie certolił w upominaniu mnie - raz trafiłem do wicedyrektora na ten przysłowiowy dywanik i tak mi dał z liścia i wtedy poczułem jak podłoga zamienia się w bagno i mnie wciąga. Pasję z lotnictwem i samolotami obudził we mnie Pan Dyrektor. Często pod nieobecność któregoś z nauczycieli mieliśmy z nim lekcje. I rozmawiał często o różnych różnistych rzeczach i potrafił często przejść od rozbudowy miejscowej trasy do egipskich piramid. I raz była tak lekcja gdzie zebrał wszystkich chłopaków z klasy i pokazał na kasecie wideo film z pokazami latających modeli i ten film mnie zaintrygował. Potem zaś po tej lekcji i filmie dostaliśmy za zadanie opisać jakiś samolot. I odtąd się to zaczęła się moja pasja związana z lotnictwem i modelami. Przygotowałem wtedy pracę domową o samolocie PZL-104 Wilga.

 

Jedna z moich pierwszych książek ''wiedzowych'' w temacie.

 

 

 Pracę napisałem po prostu na podstawie notki z Encyklopedii Popularnej PWN którą dostałem na komunię. Nadmieniam że Internet nie był wtedy tak rozpowszechniony jak dziś i był totalną nowinką techniczną i luksusem w domach urzędników i biznesmenów. Potem zacząłem chodzić po lekcjach do miejskiej czytelni i wertować różne różniste książki w temacie lotnictwa. Potem popadłem w coś w rodzaju manii na punkcie kserowania i gromadzenia materiałów na temat lotnictwa i samolotów - ale nie tylko bo również w dziedzinie innych  moich zainteresowań tak jak ornitologia czy lokalna historia  Pasłęka w postaci zdjęć sprzed II wojny św. i starych map ( ale o tej dziedzinie moich zainteresowań napiszę w innych wpisach) . Po tej niewielkiej dygresji wróćmy do właściwego wątku. Pierwszym modelem jaki zakupiłem był model szybowca SZD-16 Gil w skali 1/72. 

 

To był mój pierwszy model : ale jeszcze nie sklejony samodzielnie , lecz jest to niewątpliwie kamień milowy  i pierwsze mojej modelarskiej ewolucji! Nie do pomyślenia dzisiaj jest to że kosztowały te modele od 4 do 6 Złotych !

 

Kosztował on wtedy zaledwie niecałe 5 zł! Ale jeszcze nie był to mój pierwszy sklejony model bo skleił go za mnie mój brat. Pod koniec wakacji skleiłem już samodzielnie dość toporny model polskiego lekkiego bombowca PZL.23 Karaś i można go uznać za pierwszy sklejony w historii model przeze mnie... Potem kupowałem różne inne modele - często z serii ''Polskie Szybowce''. Próbowałem także eksperymentów z modelami tekturowymi - ale to było za mało jak na moją cierpliwość. Nieraz się zdarzało że jak kupiłem model to często do niego dobierał się mój starszy brat i sklejał go za mnie co mnie nieco irytowało. Zdarzało mi się rozmawiać ze znajomymi o tych modelach i usłyszałem legendę o tym że istnieją specjalne farby do modeli ! Było to dla mnie pewnego rodzaju szokiem gdyż wcześnie nie malowałem modeli i kombinowałem z różnymi sposobami malowania plastikowych.

 

Mój pierwszy model z prawdziwego zdarzenia był sklejony z tego właśnie zestawu. W niewielkim stopniu przypominał oryginalny model ale był prosty w montażu i dobry na początek do nauki. Obrazek ''kradziony'' z portalu scalemates.com - nie miałem innego źródła..


modeli : próbowałem plakatówek, akwareli, raz wpadłem na pomysł z najzwyklejszą emalią olejną do malowania płotów , drzwi , ławek itp... Zasadniczą wadą był długi czas schnięcia i wymagały ostrożności by się nie ubrudzić a na końcu musiałem umyć ręce rozpuszczalnikiem. Próbowałem też eksperymentów z korektorem biurowym i markerami permanentnymi. I znowu przypominam że internet nie był wtedy oczywistością. Nie było tak że mogłeś coś wygooglować i kilkoma kliknięciami coś sprawdzić. Farby do modeli można było sobie sprawić jeśli tylko mieszkało się w Warszawie , Łodzi , Krakowie czy innym Poznaniu :P Dla mnie jak już wspomniałem istnienie czegoś takiego pozostawało legendą a w tych czasach kiedy kuzyn wujka kolegi z klasy coś takiego mówił to musiała być prawda!  Dodatkowo pożyczając od kolego z klasy na dość długi czas wydaną za PRL-u przez wydawnictwo MON Encyklopedię Techniki Wojskowej dodatkowo zainteresowałem się też militariami szukając głównie informacji o samolotach. ( Książkom z których na początku czerpałem wiedzę w temacie poświęcę osobny artykuł)

 

Tego MiG-a 15 pamiętam bardzo dobrze - tak jak i wyżej wymieniony ''Karaś'' mało co przypominał oryginał. Dzięki dobrodziejstwom internetu mogę odnaleźć informacje o tych konkretnych modelach i te obrazki z pudełek...

 

Potem z przerwami wracałem do lotnictwa i sklejania modeli... Jednak niewielka wiedza i mały wybór modeli w miejscowym sklepie z zabawkami bądź w księgarni , niewiedza związana z erą przedgooglową, kiepska jakość modeli - gdyż niemal wszystkie były wałkowanymi przepakami z czasów PRL-u a do kiepskiej jakości przyczyniało się wymęczenie starych odlewów z ZTS Plastyk...

Na ogół były tylko dostępne ''modele'' takich producentów  jak ZTS Plastyk , czy MasterCraft. Z tymi koszmarkami zaczynałem przygodę. Ale zwątpiłem w sens tego hobby i nawet uznałem że to dziadostwo babrać się w takich okropnych kawałkach plastiku i nawet nabrałem przekonania że to hobby dla masochistów i hardkorów. Ale wtedy nie miałem dostępu do czegoś innego i lepszego. Do tego jeszcze ten klej co kleił ręce zamiast części. W sumie to tak samo jak zniechęcić się do piłki nożnej kiedy oglądasz Ekstraklasę - oczywiście nie jest moją intencją obrażanie kibiców polskich klubów tym porównaniem. Pewnego dnia trafił w moje ręce model niemieckiego myśliwca Focke Wulf Fw-190A w skali 1/72 z osławionego już MasterSzajsa. I zauważyłem wtedy że nie było w środku kleju... I nie wiedziałem jak sobie z tym poradzić... Starszy brat podsunął mi pomysł z klejem Kropelka i wtedy zaczął się przełom tak jak wynalezienie druku w dziedzinie publikacji książek! Klej trzymał solidnie i nie wydawał intensywnych zapachów w takim stopniu jak te polistyrenowe! I ten Focke-Wulf po starannym pomalowaniu przeze mnie w końcu zaczął przypominać oryginalny obiekt! 

I potem do około roku 2008 nastąpiła przerwa. Od października 2007r. miałem już w domu dostęp do internetu i miałem wrażenie że w moim pokoju zagościła kosmiczna technologia! Wcześniej szukałem także materiałów o samolotach w internecie ale robiłem to w miejskiej czytelni płacąc 2 zł za godzinę i rezerwując kolejkę korzystania a dane zapisywałem na dyskietce. Dzisiaj to budzi niezły śmiech bo ledwie na takiej dyskietce mieścił się plik tekstowy Worda a co dopiero kilka obrazków! Jak to do dzisiaj wszystko poszło naprzód lecz młodsze pokolenia urodzone już po roku 2000 nie do końca zdają sobie sprawę że takie wtedy były prawidła. 

Wtedy natrafiłem na sklepy modelarskie online! Było tam wszystko co dusza zapragnie ale wtedy miałem malutki budżet na zakupy z dosyć śmiesznej renty socjalnej z tytułu niepełnosprawności. Wtedy w sklepie mojehobby.pl zakupiłem dość tanio model PZL P.11c z MasterCrafta a tak naprawdę przepak w tym opakowaniu i moją pierwszą farbę do modeli. Jednak jak już przesyłkę opłaciłem i dotarła i model złożyłem i pomalowałem zniechęciłem się do farb modelarskich (była to farba olejna firmy Revell) - były straszne smugi oraz farba się łuszczyła. Wtedy już miałem dostęp do internetu i sprawdziłem co jest nie tak. Dowiedziałem się o istnieniu farb akrylowych do modeli - i takowych używam do teraz. Rozcieńczanie z wodą i łatwość użycia a także to ze prawie nie zostawiają smug uznałem za ogromną zaletę gdyż te olejne wymagają użycia dedykowanego rozcieńczalnika i wydzielają intensywny zapach co dla domowników było nie do zniesienia. I wtedy zaczyna się już właściwa historia mojego hobby. W tym czasie zajęło jeszcze mi sporo czasu by dojść do wprawy i dokładności i odkrywanie poszczególnych technik i metod które mi odpowiadają. Szersza jeszcze droga otworzyła się przede mną kiedy miałem swoją pierwszą pracę (tą samą mam do dzisiaj) i wypłatę! Było to już około 2013r.

Jakże wtedy nie szanowałem tych pieniędzy wydając na durnoty! Całą wypłatę miałem dla siebie gdyż moja babcia jeszcze wtedy żyła i nie musiałem się dokładać do utrzymania domu. Ileż to zestawów zmarnowałem i wyrzuciłem bo eksperymentowałem z różnymi metodami. Niektórych z nich już dzisiaj nie kupię :( Cena nauki była okupiona wysoką ceną. Obecnie zakupione modele jak i pieniądze szanuję mając za sobą  te doświadczenia...

 

Część mojej kolekcji...


Ale pamiętajmy że do pewnych rzeczy dochodzi się latami w myśl powiedzenia : Nie od razu Kraków zbudowano. Mam teraz świadomość że o takich zestawach , materiałach , narzędziach , fabrach itp. mogłem jedynie pomarzyć i nie sądziłem że kiedyś będę z takowych korzystał. Na podsumowanie dodam że to jak się we mnie pewne pasje rodziły będzie jeszcze wymagało uzupełnień i też nie sposób opisać tych wszystkich szczegółów...

 

I też inna część...

 




 

 



sobota, 5 czerwca 2021

Żbikowate Granie cz.1 : Detroit Become Human


Witam ponownie!


Doszły mnie słuchy że już mam pierwszego czytelnika bloga któremu dziękuję za zainteresowanie.

Tym razem będzie to pierwszy odcinek z serii Żbikowate granie. Zastanawiałem się czy nie nazwać tej serii ''Żbikowaty Gaming'' ale zrezygnowałem z tego pomysłu na nazwę gdyż osobiście nie jestem zwolennikiem wciskania na siłę angielskich słów do języka polskiego bo zaczyna się często robić z tego ''Polglisch'' niczym u Dżoany K. Tyle jeśli chodzi o wstęp. W pierwszym wspisie poświęconym grom komputerowym zamierzam napisać kilka słów o grze w którą ostatnio grałem. 

 


 

Ta gra nosi tytuł : Detroit: Become Human. Od dłuższego czasu myślałem by samodzielnie zagrać w tę produkcję. Do zapoznania się z tą grą zachęcił mnie …. dominikanin : o. Adam Szustak w swojej serii Ksiądz gra w grę na kanale Langusta na Palmie .Zakonnik jest znany przede wszystkim ze swoich nieszablonowych pomysłów na You Tube a jego osoba budzi często skrajne opinię od przyklaskiwania po nazywanie go wręcz ''heretykiem''. Ale nie o tym tutaj będzie co o jego osobie myślę. Nie od tego jest ten post. Często możemy usłyszeć zwłaszcza od starszego pokolenia głosy krytyczne i pewne stereotypy nt. Graczy i gier komputerowych że to zło wcielone , pranie mózgu, uzależnianie, to przez te granie ta agresja u młodzieży itp.. Zresztą spora część durnych seriali w jedynych słusznych mediach typu TVP , TVN , Polsat itp. ''pomaga'' w takim postrzeganiu graczy. No może z wyjątkiem serialu ''Rodzina Zastępcza'' gdzie zostało to pokazane po prostu jako zwyczajna rozrywka młodszego pokolenia. Uważam osobiście że na obecnym etapie gry komputerowe stały się już pełnoprawnym wytworem kultury tak jak książki i filmy. Doskonałym wręcz dowodem na to jest właśnie gra : Detroit : Become Human. Akcja gry toczy się w niedalekiej przyszłości w mieście Detroit. Sztuczna inteligencja stała się bardzo powszechna zwłaszcza w postaci androidów wyglądających zupełnie jak ludzie. Androidy zastąpiły w wielu dziedzinach ludzi – zwłaszcza w niewdzięcznych pracach. W świecie przedstawionym taki android to prostu idealna darmowa siła robocza i do tego się nie męczy , nie narzeka i nie buntuje – ale do pewnego czasu. Historia w grze jest przedstawiona z perspektywy trzech bohaterów androidów. Pierwszy z nich to Connor : android który jest zaprogramowany do prowadzenia śledztw i pracy z policją. Poznajemy go na samym początku kiedy mamy za zadanie negocjować ze zbuntowanym androidem który wziął dziewczynkę jako zakładnika. Drugą postacią jest zaś Kara : android służący jako pomoc domowa w domu gdzie mamy bardzo nieciekawą i dramatyczną sytuację rodzinną a jej właściciel się znęca nad nią. Trzeci bohater to zaś Markus : poznajemy go jako opiekuna starszego schorowanego artysty który nazywa się Carl. Carl jest z kolei dla Markusa kimś w rodzaju mentora a z czasem nawet i przyszywanego ojca.

 

Connor - śledczy android

 


Te trzy androidy znajdują się w różnych okolicznościach. Ale łączy je pragnienie bycia traktowanymi na równi z ludźmi. Ma miejsce coraz więcej W przedstawionym świecie androidy które zaczeły się wymykać spod kontroli programu i odczuwać ludzkie emocje programu są nazywane defektami i jest to traktowane po prostu jako błąd oprogramowania. Pierwszy z nich to android imieniem Connor zostaje przydzielony jako partner do pracy z porucznikiem policji Hankiem Andersonem , który jest bardzo uprzedzony do androidów i prowadzą dochodzenie w sprawie androidów które wymknęły się spod kontroli.Androidy zostały przez sporą część społeczeństwa są wręcz znienawidzone z powodu zabierania ludziom pracy a zaistniała sytuacja jeszcze eskaluje konflikt...

 

Kara - pomoc domowa

 


Sama gra jest bardzo ale to bardzo rozbudowana. Ze względu na dość poważne a czasem brutalne sceny i wulgrany język ( w kontekście napiętych sytuacji) odradzam młodszym graczom. Stawia graczowi wybory natury etycznej które nie obędą się bez konsekwencji aż do samego końca fabuły. W zależności od obranej ścieżki historia może się potoczyć w zupełnie dwóch skrajnych kierunkach a podjęty sposób i obrane metody przełożą się na każdy wręcz szczegół fabuły. 

 

Markus - przywódca ''defektów''. Od Ciebie zależy jakie podejmie działanie...

 

W czasie gry naszło mnie sporo rozważań na temat ludzkiej natury. Mimo iż jest to gra sceience-fiction o androidach można wiele rzeczy odnieść do relacji międzyludzkich i naszego własnego życia. W głębi tej gry kryje się wątek poszukiwania człowieczeństwa i swojej własnej osoby. Pojawia się w tej grze sporo poważnych tematów takich jak poświęcenie dla innych , przyjaźń, wierność przekonaniom , zjednywanie sobie innych w słusznej sprawie, pokojowe lub siłowe dążenie do celu... Ja przechodząc tę produkcję podejmowałem takie wybory by obyło się z jak najmniejszymi szkodami  (to nie znaczy że nie  doskonałych rozwiązań) i pokojowe rozwiązanie w finale gry. Wybory ewidentnie nie należały do łatwych ale były warte podjęcia kiedy zobaczyłem co z tego wynikło w finale i byłem wzruszony bardziej niż przy jakimkolwiek filmie!

Jeśli jesteś graczem który szuka dość ambitnych produkcji które prowokują do zadawania pytań to jest właśnie dla Ciebie! Swoją drogą też mnie ciekawi jakby to było gdyby sztuczna inteligencja zyskała samoświadomość i na ile byłyby podobne do nas takie androidy by uznać je za inteligentne i rozumne życie? Mimo wszystko dla mnie najważniejszy był wątek poszukiwania człowieczeństwa i relacji z innymi mimo iż głównymi bohaterami są androidy to jednak sporo rzeczy można przełożyć na nasz rodzaj ludzki. Na koniec chciałbym jeszcze dodać swoją drobną refleksję. Myślę ze spora część ludzi zachowuje się jak z góry zaprogramowany android. A kiedy ktoś się zachowuje wbrew jakimś utartym schematom czyli ''programowi'' jest uważany za takiego właśnie ''defekta''. Oczywiście nie namawiam do jakże modnego buntu przeciwko ogólnie przyjętym normom i wartościom – zwłaszcza chrześcijańskim. Mam dosyć niepopularne zainteresowania i poglądy więc niekiedy jestem takim'' defektem''. Osobiście cierpię na pewien nałóg który niestety stał się dla mnie czymś w rodzaju takiego programu  mam nadzieję że a czasem się wyrwę z tego co we mnie nałóg ''zaprogramował.''..