poniedziałek, 25 października 2021

A może jednak blog? I chyba już sam nie wiem.

 Mimo poważnego rozważania nagrywania własnej zawartości na Youtube nie rezygnuje z pisania bloga mimo iż nie mam (no prawie ) żadnych obserwujących. Być może prędzej czy później znajdzie się ktoś kto trafi na te moje wypociny. Wypróbowałem kilka opcji z potencjalnym nagrywaniem na Youtube ale nie wygląda to zbyt fajnie gdyż nie mam odpowiedniego sprzętu w tej chwili a patrząc nawet na amatorskie nagrania to biją one na głowę jakością moje próby nagrywania sprzętem nie pierwszej młodości. Na chwilę obecną odkładam pieniądze na bardziej priorytetowe sprawy niż kamera czy mikrofon do potencjalnego nagrywania. Postanowiłem zrezygnować z numerowania wpisów na blogu bo niby w moim zamyśle chciałem by był porządek ale na dłuższą metę okazuje się to niepraktyczne i trochę mi wadzi w pewnej swobodzie jeśli chodzi o takie wpisy na luzie jak ten tutaj. Oczywiście z tematyki bloga ani myślę porzucać! To jest jeden z tych wpisów w kategorii O wszystkim i o niczym ale rezygnuję z tej konwencji która moim subiektywnym zdaniem wydaje się zbyt sztywna po prostu. Ostatnio sporo czasu spędziłem na graniu w grę Arma III - czyli symulator militarno-taktyczny studia Bohemia Interactive ale o nim napiszę potem w Żbikowatym Graniu. Również w czasie przerwy od pisania postów - bardziej się też skupiałem na komentowaniu wpisów na blogu Mitoslavia czyli można by podsumować to powiedzeniem : ''Szewc bez butów chodzi''. Do tego wziąłem się również za lekturę cyklu wojennego autorstwa Marcina Ciszewskiego zaczynając od powieści która ją otwiera czyli : www.1939.com.pl i w czasie ostatniego tygodnia mając urlop przeczytałem już trzy książki z tej serii a obecnie biorę się za już ostatnią część cyklu a wyżej wymienioną serię zamierzam omówić w Żbikowatej Bibliotece , choć już pierwszą powieść z tego cyklu omawiałem to jednak tamten wpis był dość ogólnikowy i opisałem tylko jedną książkę tego cyklu... Tak więc postanowiłem się zmobilizować i codziennie starać się coś pisać na tym blogu który prawie jest martwy a obecnie na blogspocie trudno znaleźć jakiś na bieżąco aktualizowany blog a jednym z tych nielicznych na jakie trafiłem to jest właśnie Mitoslavia. Motywację do pisania miałbym już znacznie lepszą gdyby choć z pięć osób moje wypociny obserwowało i czytało regularnie. Nie wierzę że nie ma choć kilku takich świrów mojego pokroju podzielających moje niepopularne zainteresowania i poglądy. Poza tym totalnie zapomniałem prawie na śmierć o anglojęzycznej wersji bloga. Być może tam też postaram się coś od czasu do czasu zamieszczać. W sumie na tym etapie pisania bloga przypomina mi się pewien dowcip być może niektórzy słyszeli go wiele razy: 

A mianowicie spotyka się dwóch muzyków jazzowych i jeden do drugiego mówi:

- Witam! Twoja ostatnia płyta jest kapitalna! Dawno czegoś takiego nie słuchałem!

Z kolei drugi muzyk na to:

-  Eeeeech... Więc to Ty kupiłeś ten egzemplarz.


I tak to właśnie z tym blogiem wygląda...



niedziela, 24 października 2021

O wszystkim i o niczym [02] Może jednak Youtube?

 Jest nudnawy niedzielny wieczór i nie mam nic ciekawszego do roboty - kiedy to piszę. Przyznaje nie pierwszy już raz że uważam na ogół pisanie tego bloga za niewdzięczną robotę a głównie ze względu na to że prawie nikt tego nie czyta co dodatkowo mnie niespecjalnie zachęca. Poważnie rozważam nagrywanie czegoś na Youtube z tego względu że tam po prostu jest bez porównania łatwiej trafić na treści zamieszczane przez użytkowników podczas gdy na takiej platformie jak Blogger trzeba się porządnie z osiem razy kliknąć by trafić na czyjś blog. Muszę przyznać że to bardzo kiepska mechanika. Ale tym razem nie postanowiłem się zrażać i jednak coś nowego napisać  a moją najlepszą a zarazem najprostszą motywacją jest : ''i tak nie mam nic lepszego do roboty''. Ostatnio nawet na początek zrobiłem prosty montaż w programie Open Shot - do edycji video i po raz pierwszy coś wrzuciłem na Youtube od chyba 2010r. Spodobała mi się ostatnio konwencja mema ''Little Dark Age''. Jest to utwór nieco w stylu lat 80 , który stał się popularny na bleh.... Tiktoku. Mimo że lekko mówiąc nie bardzo lubię ten wynalazek to trzeba przyznać że ten kawałek wpada w ucho. Tak mi się spodobał zarówno kawałek jak i konwencja mema że stworzyłem własny w takiej konwencji. Zamysł tego mema polega na tym że można go zrobić właściwie o każdym temacie. Na początek na ogół są przedstawione bardzo dołujące i nie napawające optymizmem rzeczy i to co nie daje nadziei , lecz potem następuje zwrot o 180 stopni i pokazują się obrazy które budzą nadzieję że nie wszystko stracone. 

Poniżej zamieszczam moje niewielkie dzieło , które dotyczy Kościoła Rzymskokatolickiego w Polsce i wyraża moje obawy , lęki ale także nadzieję...

 


 

 

 



niedziela, 12 września 2021

Żbikowata Biblioteka [02] Vladimir Wolff - Stalowa Kurtyna.

Znowu ale to znowu nie zamieściłem przez pewien kawałek czasu czegoś nowego na blogu. Wiem że się powtarzam ze wstępem : ''długo czegoś nie zamieściłem'' i zaczynam już zapewne być irytujący. Tym razem zmogło mnie na kilka dobrych dni przeziębienie i dopiero przez ostatnie trzy dni czuje się lepiej i mogę już wrócić do pracy i hobby. Zastanawiałem się jaką książkę tym razem opiszę. W kontekście ostatnich napiętych stosunków z Białorusią i kryzysem na granicy przypomniała mi się kapitalna książka political fiction pt. Stalowa Kurtyna autorstwa pisarza pod pseudonimem Vladimir Wolff. Tak jak poprzednio opisana książka w cyklu Żbikowata Biblioteka ta również została wydana przez wydawnictwo Warbook. Jako że jestem entuzjastą tego gatunku  bardzo sobie chwalę to wydawnictwo. 

 


 

Mianowicie jest to współcześnie osadzone political fiction. Opowiada o fikcyjnym konflikcie zbrojnym Polski z Białorusią. Białoruś Łukaszenki zostaje dozbrojona przez swojego promotora że tak to nazwę. Zaczynają się wielkie manewry na granicy z Polską i nikt nie przypuszcza że jest to wstęp do otwartego konfliktu zbrojnego tylko prowokacja jakich wiele. Wcześniej białoruskie służby przeprowadzają umiejętne dywersje by zdestabilizować kraj od zewnątrz. Zostają sprowokowane zamieszki antyrządowe , podsycane zostają skrajne ruchy zarówno prawicowe jak i lewicowe by dodatkowo podważyć stabilność a media w kraju skupiają się tylko i wyłącznie na relacjonowaniu rozruchów.

A to wszytko jest tylko zasłoną dymną by zmniejszyć zainteresowanie opinii publicznej w sprawie Białorusi i wstęp do regularnej wojny. Brzmi to szczególnie aktualnie teraz i taki scenariusz również miałem na myśli kiedy w zeszłym 2020 r. wybuchły protesty gdzie krzyczano ... no wiadomo co z rządzącą obecnie partią...

Atak wroga jest niespodziewany i zastaje nas w najmniej komfortowej sytuacji gdyż wcześniej zostaje przeprowadzony atak dywersyjny na część infrastruktury wojskowej. 

Powieść jest kawałkiem dobrego political fiction moim subiektywnym zdaniem. Akcja stopniowo się rozkręca a kiedy już doszła do właściwej fabuły - czyli konfliktu zbrojnego to nie mogłem się oderwać i pochłonąłem ją czytając za pierwszym razem w dwa dni! Nie jestem specjalistą od spraw wojskowych - (aczkolwiek też w pewnym stopniu interesuje się militariami ) i nie będę się czepiał jak mógłby w rzeczywistości taki konflikt zbrojny wyglądać i rozkładać to wszystko na czynniki pierwsze . Jednak muszę  przyznać autorowi że świetnie operuje geopolitycznymi realiami tym samym sprawiając poczucie autentyzmu łącząc fikcję z rzeczywistością - a niektóre scenariusze nie są tak odległe od rzeczywistości  i przez to właśnie przez ostatnie doniesienia z granicy z Białorusią przypomniałem sobie o tej książce. Oczywiście nie będę zdradzał całej fabuły gdyż zapoznanie się z nią zostawiam już zainteresowanej osobie. Osobiście mi się spodobał też niewielki wątek kiedy w ramach pomocy z NATO Polsce zostaje przekazanych przez Węgry kilka sztuk myśliwców MiG-29 :) Miło że została tu ujęta wielowiekowa przyjaźń z Węgrami w realiach fikcyjnego konfliktu zbrojnego. 



wtorek, 31 sierpnia 2021

Eskadra 1/72 odc.4 De Havilland DH-82 Tiger Moth

 Ostatnio zaniedbałem regularne pisanie na blogu i inne zajęcia co zresztą się na mnie ostatnio srogo zemściło. Mam nadzieję że od tego wpisu zacznę nadrabiać zaległości i znajdę motywację by pisać mimo iż (prawie) nikt nie czyta moich wypocin. Gotowi na następną dawkę mojego zanudzania? No to zaczynamy!

W serii poświęconym moim modelom samolotów w skali 1/72 opiszę na początek krótką historię samolotu DH.82 Tiger Moth. Jest to brytyjski dwupłatowy samolot szkolny, którego pierwszy lot odbył się w 1931r. Miał mieszaną konstrukcję w której użyto metalu , drewna i płótna. Pierwszy zbudowany prototyp napędzany był niewielkim tłokowym silnikiem rzędowym De Havilland Gipsy III o mocy 120 KM a w seryjnych już egzemplarzach montowano silnik De Havilland Gypsy Major o mocy 130 KM a wariant z wyżej wymienionym silnikiem oznaczono jako Mk.II Produkcja seryjną uruchomiono w 1933r. i trwała do 1944r. Tiger Moth to niewątpliwie jeden z klasyków jeśli chodzi o brytyjskie konstrukcje. Ten dwumiejscowy dwupłatowiec był używany nie tylko przez brytyjski RAF ale także przez lotnictwo cywilne i siły powietrzne wielu innych krajów jak: Australia , Cejlon, Dania, Francja, Egipt, Grecja, Holandia , Indie, Kanada , Mozambik, Nowa Zelandia , Peru , Rodezja , Szwajcaria , Szwecja a także części zdobytych egzemplarzy była używana w Lufwaffe , służyły także w czasie hiszpańskiej wojny domowej zarówno po stronie republikanów jak i nacjonalistów. W Izraelu zaś stały się razem z polskimi RWD zalążkiem tamtejszych sił powietrznych.  Jako samoloty pomocnicze również były w służbie amerykańskich dywizjonów stacjonujących na terenie Wielkiej Brytanii. Dosyć sporo egzemplarzy zdatnych do lotu zachowało się do dzisiaj i stanowią niemałą atrakcję na pokazach lotniczych. 

 


 

Polscy lotnicy również mieli okazję zapoznać się z tą maszyną. Pojedynczy egzemplarz został zakupiony do testów w Instytucie Technicznym Lotnictwa tuż przed wybuchem wojny a polscy piloci którzy służyli w Anglii również odbywali szkolenia na tym typie samolotu. Przeszkolenie I stopnia przeszło 1665 polskich lotników szkoląc się zarówno w polskich jak i brytyjskich jednostkach szkolnych. Jako samoloty pomocnicze znajdowały się na wyposażeniu polskich dywizjonów : 300, 304, 309 i 315.

Tiger Moth od początku był projektowany jako samolot typowo szkolny i nie posiadał uzbrojenia. Jednak w obliczu zagrożenia niemiecką inwazją na Wyspy Brytyjskie podjęto próby zamontowania pod skrzydłami wyrzutników na niewielkie bomby. Na szczęście plany inwazji pod kryptonimem ''Lew Morski'' nie zostały zrealizowane przez siły III Rzeszy więc nie było konieczności ich użycia. W służbie RAF-u dotrwały aż do lat 60-tych kiedy już w lotnictwie zaczęła się na dobre nowa era - samolotów o napędzie odrzutowym...

DANE TECHNICZNE:

  • Jednostka napędowa: Silnik rzędowy De Havilland Gypsy Major o mocy 130 KM (96 kW)
  • Załoga : 2 - pilot instruktor + uczeń
  • Rozpiętość : 8,94 m
  • Długość : 7,30 m
  • Wysokość : 2,68 m
  • Prędkość Maksymalna : 182 km/h 
  • Prędkość przelotowa : 145 km/h
  • Pułap : 4200 m
  • Zasięg : 485 km


Teraz przejdziemy do kilku słów na temat mojego modelu.

Swój model tej wdzięcznej maszyny złożyłem z zestawy brytyjskiej firmy Airfix. Tak jak wszystkie odświeżone modele w ich ofercie nie było się właściwie do czego przyczepić - oprócz jednej  poważnej wpadki- nie wiem czy to tylko było w moim modelu czy zrobiłem coś źle. Mianowicie zastrzały łączące dolny i górny płat ( skrzydła dla niekumatych) były zdecydowanie za krótkie o około pół centymetra(!) Dziwne że trafiła się taka wtopa w modelu firmy która trzyma obecnie bardzo dobry poziom. Ale zaradziłem temu problemowi samodzielnie wykonując od podstaw pasujące zastrzały ze złomu modelarskiego. Reszta montażu oprócz tej poważnej wady była przyjemnością tak jak w przypadku innych obecnych modeli Airfixa. Malowanie wykonałem spoza pudełka dodając kalkomanie z zestawu Model Maker - dzięki czemu wykonałem maszynę  z szachownicą na kadłubie. W przypadku brytyjskich maszyn z okresu II wojny światowej nie potrafię sobie odmówić opcji wykonania w barwach polskiej jednostki. Malowanie przedstawia samolot z 25 EFTS - z jednostki gdzie szkolenie odbywali Polacy. 

 



 

 




sobota, 21 sierpnia 2021

Żbikowate Kino cz.2 ''Samurai Commando Misja 1549''.

 Minęło już trochę czasu odkąd nie zamieściłem czegoś nowego na blogu. Różnie z moimi chęciami bywa. Czas na następną drugą część serii ''Żbikowate Kino''. Tydzień temu obejrzałem a raczej przypomniałem sobie japońską produkcję z 2005r. pod tytułem ''Samurai Commando Misja 1549''. Miałem ten film w swojej kolekcji płyt DVD a że w niedzielę mam aż nadto czasu postanowiłem ten film sobie przypomnieć. Jest to film science-fiction połączony z filmem wojennym i filmem akcji. Nie ukrywam że często gustuję w książkach i filmach gdzie mamy główną fabułę skupiającą się na podróży w czasie , zmienianiu historii i w ogóle szerzej już pojętej historii alternatywnej . Film opowiada o oddziale współczesnego japońskiego wojska który w czasie eksperymentu związanego z aktywnością plam na Słońcu zostaje przeniesiony do XVI wiecznej Japonii w epoce Sengoku , czyli epoce wojen domowych pomiędzy klanami samurajów. Sam film jest remakiem starszej produkcji z 1979 r.  gdzie zagrał znany japoński aktor Sony Chiba. Obiektywnie mówiąc obie te produkcje mają swoje plusy i minusy ale nie o tym będę się rozpisywać więc wróćmy do opisu fabuły:

Mija jakiś czas i okazuje się ze oddział który przeniósł się w czasie zaczął zmieniać historię co się objawiło w postaci czarnej dziury. Japońskie Siły Samoobrony zbudowały wokół tego terenu bazę wojskową by ukryć ten fakt. Do misji zostaje ponownie zmobilizowany jeden z żołnierzy który brał udział w tamtych ćwiczeniach. Okazuje się że jest wcielana w plan misja ratunkowa (później się okazuje że jest to misja by powstrzymać zbuntowany oddział mieszający w historii) w której specjalny oddział wojskowy będzie przeniesiony w czasie do 1549r.. i mają 74 godziny by przywrócić historię na właściwy tor...

 

 

Prawdę mówiąc nie znoszę pisząc i mówiąc o filmach zdradzać rozwój fabuły więc i tutaj się od tego powstrzymam bo jeśli ktoś kto to czyta nie słyszał o tym filmie i chciałby się z nim zapoznać nie chcę niczego psuć..

Możemy w filmie zobaczyć dosyć ciekawe rozwiązanie a mianowicie skąd wziąć w XVI wieku paliwo do pojazdów? Mamy pokazany patent gdzie w zamku będącym twierdzą zbuntowanego oddziały jest.. rafineria. Ale tylko jedna rzecz mi nie stykała w tym filmie - skąd zbuntowany oddział z przyszłości miał jeszcze amunicję do współczesnych karabinów?  No ale jakby się przyczepić każdy prawie film ma pewne dziury fabularne...

Film w porównaniu do innych produkcji gdzie ''standardowy'' czas trwania to około 2 godzin trwa 88 minut. Akcja się buduje stopniowo i wprowadza napięcie. Sporo się dzieje w tym filmie ale w takim stopniu do ogarnięcia. Mógłbym tę produkcję polecić nie tylko tym którzy lubią watki podróży w czasie i mieszania w historii ale jeśli szukasz filmu przy którym możesz się odprężyć i chcesz trochę akcji jak najbardziej polecam. Do tego może też być niezłą odskocznią jeśli ciągle zdarza się Ci oglądać filmy jedynej słusznej produkcji (czyt. amerykańskiej)...



sobota, 31 lipca 2021

O wszystkim i o niczym [03]

 Poprzednio czyli wczoraj zamieściłem już wpis z tej serii ale mnie znowu naszło na następny gdyż chciałem się podzielić autorskim memem. Może z czasem poświęcę oddzielną serię na moje jakże subiektywne i specyficzne poczucie humoru zupełnie nie rozumiane wśród znajomych w liczbie około trzech - których jakiś cudem mam i którzy się czasem zlitują i czytają moje wypociny. Dlaczego do jasnej ciasnej mistrzostwa bejsbolowej ligi MLB w USA nazywają się World Series? Co za typowe hamburgerstwo! (choć w rzeczywistości hamburgery wymyślili niemieccy osadnicy). Przecież tam tylko grają zespoły z amerykańskiej ligi a nie z całego świata! No dobra - jeden chyba o ile dobrze kojarzę to Toronto Blue Jays (Kanada)- no to na upartego powinno się nazywać może North American Series? Ten mój subiektywny mem odzwierciedla to co szczerze myślę:


No dobra już w porząsiu! Takim ignorantem to nie jestem i wiem że istnieją mistrzostwa świata w baseballu i taka nazwa mogłaby jak najbardziej być , ale i tak dalej myślę że po kiego grzyba tak nazywać rozgrywki w obrębie jednego kraju ?( w sumie kiedyś natknąłem się na Międzynarodowe Mistrzostwa Polski)  Pewnie ktoś powie że tylko Amerykanie grają w baseball i nie mają z kim i daltego to tak nazwali. Otóż i tak i nie - bo baseball jest także popularny na Kubie , w Wenezueli , a także w Japonii (pod wpływem odbudowy po II wojnie światowej nadzorowanej przez Stany zjednoczone). Baseball był w USA grą nr.1 do lat 60 tych XXw. i kiedy telewizja stawała się coraz popularniejsza został przyćmiony przez futbol amerykański - dla mniej kumatych tłumaczę że to ta dziwna gra z jajowatą piłką i w kaskach i proszę absolutnie tego nie mylić z rugby.. W Polsce również istnieje liga baseballowa a pierwszy mecz w Polsce odbył się w latach 20 XXw. lecz regularna liga istnieje od 1985r.  Piszę o właśnie o tych zagadnieniach właśnie po to by nie brać memów jako jakąś prawdę w 100 procentach. Memy są współcześnie pewną formą satyry i humoru. Satyra generalnie ma to do siebie że w wyśmiewa i piętnuje  pewne rzeczy w sposób czesto przerysowany przez co nie mając szerszego spojrzenia na jakieś zagadnienie wydaje się nam że tak z tym jest. Tak więc piszę ku rozwadze tych co biorą memy jako 100% prawdę na temat jakiś zjawisk by z jakiś 25% prawdy nie robić 100%.  Prawdę mówiąc sam bym trochę spróbował gry w baseball - tylko nieco gdzieś dalej od zabudowań by komuś szyby nie rozbić...


piątek, 30 lipca 2021

O wszystkim i o niczym [02] - Wpis po przerwie.

 Ostatnimi czasy nie miałem chęci do zamieszczenia nowego posta. Różnie to bywało u mnie ostatnio. Często to było zwykłe lenistwo co zresztą mści się na mnie często w mojej wewnętrznej sferze. Poza tym było baaardzo gorąco przez co też nie bardzo mi się chciało siedzieć przy pececie, do tego dochodzi jeszcze remont w domu i też miałem nieco brudnej roboty do tego w pracy też trafiło się sporo do zrobienia pilnych robót. A i jeszcze też doszedł inny czynnik gdyż prawie uzależniłem się od pewnej gry którą zakupiłem na Steam - i często grałem do późna i byłem niewyspany. Uznałem że to nie ma na mnie dobrego wpływu i podjąłem bardzo radykalny krok permanentnie grę usuwając z mojego konta Steam (nie odinstalowyując tylko!) 0- czyli w myśl Ewangelii że jeśli ręka , noga czy oko jest powodem do grzechu należy ją odciąć - Oczywiście nie dosłownie lecz usuwając przyczynę zła... Temat na następnego posta jeszcze się znajdzie więc się zastanawiam jaką następną grę , książkę , film bądź któryś z moich modeli opisać - albo może zupełnie coś innego?