wtorek, 31 sierpnia 2021

Eskadra 1/72 odc.4 De Havilland DH-82 Tiger Moth

 Ostatnio zaniedbałem regularne pisanie na blogu i inne zajęcia co zresztą się na mnie ostatnio srogo zemściło. Mam nadzieję że od tego wpisu zacznę nadrabiać zaległości i znajdę motywację by pisać mimo iż (prawie) nikt nie czyta moich wypocin. Gotowi na następną dawkę mojego zanudzania? No to zaczynamy!

W serii poświęconym moim modelom samolotów w skali 1/72 opiszę na początek krótką historię samolotu DH.82 Tiger Moth. Jest to brytyjski dwupłatowy samolot szkolny, którego pierwszy lot odbył się w 1931r. Miał mieszaną konstrukcję w której użyto metalu , drewna i płótna. Pierwszy zbudowany prototyp napędzany był niewielkim tłokowym silnikiem rzędowym De Havilland Gipsy III o mocy 120 KM a w seryjnych już egzemplarzach montowano silnik De Havilland Gypsy Major o mocy 130 KM a wariant z wyżej wymienionym silnikiem oznaczono jako Mk.II Produkcja seryjną uruchomiono w 1933r. i trwała do 1944r. Tiger Moth to niewątpliwie jeden z klasyków jeśli chodzi o brytyjskie konstrukcje. Ten dwumiejscowy dwupłatowiec był używany nie tylko przez brytyjski RAF ale także przez lotnictwo cywilne i siły powietrzne wielu innych krajów jak: Australia , Cejlon, Dania, Francja, Egipt, Grecja, Holandia , Indie, Kanada , Mozambik, Nowa Zelandia , Peru , Rodezja , Szwajcaria , Szwecja a także części zdobytych egzemplarzy była używana w Lufwaffe , służyły także w czasie hiszpańskiej wojny domowej zarówno po stronie republikanów jak i nacjonalistów. W Izraelu zaś stały się razem z polskimi RWD zalążkiem tamtejszych sił powietrznych.  Jako samoloty pomocnicze również były w służbie amerykańskich dywizjonów stacjonujących na terenie Wielkiej Brytanii. Dosyć sporo egzemplarzy zdatnych do lotu zachowało się do dzisiaj i stanowią niemałą atrakcję na pokazach lotniczych. 

 


 

Polscy lotnicy również mieli okazję zapoznać się z tą maszyną. Pojedynczy egzemplarz został zakupiony do testów w Instytucie Technicznym Lotnictwa tuż przed wybuchem wojny a polscy piloci którzy służyli w Anglii również odbywali szkolenia na tym typie samolotu. Przeszkolenie I stopnia przeszło 1665 polskich lotników szkoląc się zarówno w polskich jak i brytyjskich jednostkach szkolnych. Jako samoloty pomocnicze znajdowały się na wyposażeniu polskich dywizjonów : 300, 304, 309 i 315.

Tiger Moth od początku był projektowany jako samolot typowo szkolny i nie posiadał uzbrojenia. Jednak w obliczu zagrożenia niemiecką inwazją na Wyspy Brytyjskie podjęto próby zamontowania pod skrzydłami wyrzutników na niewielkie bomby. Na szczęście plany inwazji pod kryptonimem ''Lew Morski'' nie zostały zrealizowane przez siły III Rzeszy więc nie było konieczności ich użycia. W służbie RAF-u dotrwały aż do lat 60-tych kiedy już w lotnictwie zaczęła się na dobre nowa era - samolotów o napędzie odrzutowym...

DANE TECHNICZNE:

  • Jednostka napędowa: Silnik rzędowy De Havilland Gypsy Major o mocy 130 KM (96 kW)
  • Załoga : 2 - pilot instruktor + uczeń
  • Rozpiętość : 8,94 m
  • Długość : 7,30 m
  • Wysokość : 2,68 m
  • Prędkość Maksymalna : 182 km/h 
  • Prędkość przelotowa : 145 km/h
  • Pułap : 4200 m
  • Zasięg : 485 km


Teraz przejdziemy do kilku słów na temat mojego modelu.

Swój model tej wdzięcznej maszyny złożyłem z zestawy brytyjskiej firmy Airfix. Tak jak wszystkie odświeżone modele w ich ofercie nie było się właściwie do czego przyczepić - oprócz jednej  poważnej wpadki- nie wiem czy to tylko było w moim modelu czy zrobiłem coś źle. Mianowicie zastrzały łączące dolny i górny płat ( skrzydła dla niekumatych) były zdecydowanie za krótkie o około pół centymetra(!) Dziwne że trafiła się taka wtopa w modelu firmy która trzyma obecnie bardzo dobry poziom. Ale zaradziłem temu problemowi samodzielnie wykonując od podstaw pasujące zastrzały ze złomu modelarskiego. Reszta montażu oprócz tej poważnej wady była przyjemnością tak jak w przypadku innych obecnych modeli Airfixa. Malowanie wykonałem spoza pudełka dodając kalkomanie z zestawu Model Maker - dzięki czemu wykonałem maszynę  z szachownicą na kadłubie. W przypadku brytyjskich maszyn z okresu II wojny światowej nie potrafię sobie odmówić opcji wykonania w barwach polskiej jednostki. Malowanie przedstawia samolot z 25 EFTS - z jednostki gdzie szkolenie odbywali Polacy. 

 



 

 




sobota, 21 sierpnia 2021

Żbikowate Kino cz.2 ''Samurai Commando Misja 1549''.

 Minęło już trochę czasu odkąd nie zamieściłem czegoś nowego na blogu. Różnie z moimi chęciami bywa. Czas na następną drugą część serii ''Żbikowate Kino''. Tydzień temu obejrzałem a raczej przypomniałem sobie japońską produkcję z 2005r. pod tytułem ''Samurai Commando Misja 1549''. Miałem ten film w swojej kolekcji płyt DVD a że w niedzielę mam aż nadto czasu postanowiłem ten film sobie przypomnieć. Jest to film science-fiction połączony z filmem wojennym i filmem akcji. Nie ukrywam że często gustuję w książkach i filmach gdzie mamy główną fabułę skupiającą się na podróży w czasie , zmienianiu historii i w ogóle szerzej już pojętej historii alternatywnej . Film opowiada o oddziale współczesnego japońskiego wojska który w czasie eksperymentu związanego z aktywnością plam na Słońcu zostaje przeniesiony do XVI wiecznej Japonii w epoce Sengoku , czyli epoce wojen domowych pomiędzy klanami samurajów. Sam film jest remakiem starszej produkcji z 1979 r.  gdzie zagrał znany japoński aktor Sony Chiba. Obiektywnie mówiąc obie te produkcje mają swoje plusy i minusy ale nie o tym będę się rozpisywać więc wróćmy do opisu fabuły:

Mija jakiś czas i okazuje się ze oddział który przeniósł się w czasie zaczął zmieniać historię co się objawiło w postaci czarnej dziury. Japońskie Siły Samoobrony zbudowały wokół tego terenu bazę wojskową by ukryć ten fakt. Do misji zostaje ponownie zmobilizowany jeden z żołnierzy który brał udział w tamtych ćwiczeniach. Okazuje się że jest wcielana w plan misja ratunkowa (później się okazuje że jest to misja by powstrzymać zbuntowany oddział mieszający w historii) w której specjalny oddział wojskowy będzie przeniesiony w czasie do 1549r.. i mają 74 godziny by przywrócić historię na właściwy tor...

 

 

Prawdę mówiąc nie znoszę pisząc i mówiąc o filmach zdradzać rozwój fabuły więc i tutaj się od tego powstrzymam bo jeśli ktoś kto to czyta nie słyszał o tym filmie i chciałby się z nim zapoznać nie chcę niczego psuć..

Możemy w filmie zobaczyć dosyć ciekawe rozwiązanie a mianowicie skąd wziąć w XVI wieku paliwo do pojazdów? Mamy pokazany patent gdzie w zamku będącym twierdzą zbuntowanego oddziały jest.. rafineria. Ale tylko jedna rzecz mi nie stykała w tym filmie - skąd zbuntowany oddział z przyszłości miał jeszcze amunicję do współczesnych karabinów?  No ale jakby się przyczepić każdy prawie film ma pewne dziury fabularne...

Film w porównaniu do innych produkcji gdzie ''standardowy'' czas trwania to około 2 godzin trwa 88 minut. Akcja się buduje stopniowo i wprowadza napięcie. Sporo się dzieje w tym filmie ale w takim stopniu do ogarnięcia. Mógłbym tę produkcję polecić nie tylko tym którzy lubią watki podróży w czasie i mieszania w historii ale jeśli szukasz filmu przy którym możesz się odprężyć i chcesz trochę akcji jak najbardziej polecam. Do tego może też być niezłą odskocznią jeśli ciągle zdarza się Ci oglądać filmy jedynej słusznej produkcji (czyt. amerykańskiej)...